Oddział Chirurgii Urazowej i Ortopedycznej Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej otrzymał na ten rok kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia na wykonywanie endoprotez kolan oraz w ramach funduszu nadal przeprowadza zabiegi endoprotez bioder. Epidemia koronawirusa sprawiła jednak, że realizacja oraz przyszłość kontraktu może stać pod znakiem zapytania. Rozmawiamy o tym z dr. n. med. Sławomirem Wrońskim, ordynatorem Oddziału Chirurgii Urazowej i Ortopedycznej.

Ile w ubiegłym roku przeprowadzono zabiegów endoprotezoplastyki stawów?

– Zacznę od tego, że zajmujemy się wyłącznie endoprotezami pierwotnymi, czyli takimi, które zakładane są po raz pierwszy. Nie wykonujemy endoprotez resekcyjnych nowotworowych, czy tworzonych pod indywidualne potrzeby. Nie prowadzimy także wymiany protez. Jeżeli chodzi o ubiegły rok, to udało się wykonać 41 endoprotez kolan oraz ok. 140 stawu biodrowego. Trzeba jednak zaznaczyć, że w przypadku kolan zabiegi te wykonywane były bez kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Szpital wydał na ten cel ok. 525 tys. zł. Liczba wykonanych przez nas endoprotez kolan, czyli 41, była warunkiem NFZ-u, aby uzyskać świadczenie na ten rok. Tym samym w ramach funduszu możemy wykonywać zarówno zabiegi endoprotezoplastyki bioder, jak i kolan.

– Czy epidemia koronawirusa pokrzyżowała te plany?

– Żeby utrzymać kontrakt, musielibyśmy wykonać w bieżącym roku 40 endoprotez kolan i 90 endoprotez bioder. Takie jest wskazanie w umowie. Nikt jednak nie przewidział, że będziemy mieli do czynienia z epidemią koronawirusa. W jej szczytowym momencie w ogóle nie było wykonywanych zabiegów, ponieważ są to zabiegi planowe, a nie ratujące życie. Kolejna sprawa jest taka, że pacjenci, u których zakłada się protezy, muszą być wcześniej konsultowani w specjalistycznych poradniach. Załóżmy, że dany pacjent jest leczony kardiologicznie, bo od 15 lat ma problemy z nadciśnieniem. Konieczna może być także wizyta u diabetologa z powodu cukrzycy oraz endokrynologa z uwagi na chorobę tarczycy. Trzeba też zrobić badania pod kątem żółtaczki i wykonać szczepienia w kierunku WZW. Tymczasem przez trzy miesiące dostęp do specjalistów, a nawet do lekarza rodzinnego, był ograniczony. Gdzie chory miał to wszystko zrobić? To mozolna walka o każdą wizytę. Dlatego czas oczekiwania na zabiegi znacznie się wydłużył. Do tego wszystkiego doszła fala rezygnacji z pobytów w szpitalu. Z obawy przed koronawirusem pacjenci woleli nie przebywać w nim (bez względu na oddział), jeżeli nie było to bezwzględnie konieczne.

Teraz sytuacja wróciła do normy?

– Pacjenci powoli się pojawiają, bo wznowiono wykonywanie planowanych zabiegów, poradnie się otwierają, a do tego badania w kierunku koronawirusa podczas przyjęcia do szpitala są wykonywane zaledwie w 24 godziny. Może się jednak okazać, że ostatecznie będziemy mieli półroczny zastój w wykonywaniu zabiegów, choć jako oddział jesteśmy do nich w stu procentach przygotowani.

To oznacza, że realizacja kontraktu może być zagrożona?

– W tym roku mamy wykonanych ok. 60 endoprotez bioder i kolan, czyli zrealizowaliśmy niespełna 50 proc. kontraktu. Jeżeli nie wykonamy limitów, to w przyszłym roku być może kontrakt nie zostanie przedłużony. Oczywiście jest to myślenie zero-jedynkowe, bo na razie nic nam nie wiadomo na temat tego, czy Narodowy Fundusz Zdrowia dokona zmian w przepisach. A przecież wszystkie szpitale w Polsce będą miały podobny problem. Dla przykładu – Krakowskie Centrum Rehabilitacji i Ortopedii rocznie wykonuje ok. 1000 protez i jest to główna działalność tego ośrodka. Skoro jedną ręką Narodowy Fundusz Zdrowia zalecił, aby wstrzymać planowe zabiegi w związku z epidemią koronawirusa, to drugą nie powinien ustawiać limitów, które miałby rację bytu jedynie w „normalnych” warunkach. Niemniej jednak w naszym przypadku sytuacja ta nie zagraża bytowi oddziału, bo wykonujemy bardzo dużo zabiegów urazowych. Dodatkowo napływają do nas chorzy z innych miast, gdzie z powodu koronawirusa trzeba było zamknąć szpital lub został on przekształcony w szpital jednoimienny.