Od kilku miesięcy trwa zbiórka pieniędzy na zakup nowego sprzętu USG dla Oddziału Pediatrycznego Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej. Niedawno ruszyła internetowa zrzutka, a całą akcję koordynuje Fundacja „Anioły w Piżamkach”. O tym, dlaczego tak ważne jest pozyskanie nowego sprzętu i co będzie to oznaczało dla naszych najmłodszych pacjentów, rozmawiamy z dr Robertem Szylo, ordynatorem Oddziału Pediatrycznego w Bielszowicach.

Dotychczasowy ultrasonograf nie nadaje się już do użytku?

– Aparat USG na oddziale jest w tej chwili jak stetoskop dla każdego lekarza. To narzędzie, które wykorzystywane jest codziennie i ułatwia podejmowanie decyzji. Tymczasem sprzęt, na którym obecnie pracujemy, ma już ok. 20 lat i „odziedziczyliśmy” go po szpitalu w Goduli. Co za tym idzie – jest to zużyty aparat, który nie spełnia wszystkich funkcji potrzebnych do kompleksowego diagnozowania naszych pacjentów. Przyjmujemy dzieci od pierwszego miesiąca życia do 18 lat, a więc ultrasonograf wykorzystywany jest w szerokim zakresie – do wykonywania USG jamy brzusznej, szyi i tarczycy, stawów biodrowych, płuc czy USG przezciemiączkowego. Jednak niestety ze względu na słabą rozdzielczość obecnego aparatu nie jesteśmy w stanie w stu procentach jednoznacznie diagnozować pacjenta. Tymczasem nowe aparaty dają obraz prawie tak dokładny, jak w przypadku tomografu, czy rezonansu magnetycznego. Poza tym nie możemy wykonywać konsultacji kardiologicznych, ponieważ obecny aparat nie jest do tego dostosowany – nie ma ani odpowiedniej głowicy, ani oprogramowania do tego typu badań.

Co robicie w takiej sytuacji?

– Do ubiegłego roku współpracowaliśmy z firmami, które zajmują się sprzedażą aparatów ultrasonograficznych. W celu prezentacji udostępniały one swój sprzęt, a my mieliśmy podpisaną umowę z panią kardiolog, która wykonywała EKG w tym samym dniu, kiedy było to potrzebne, interpretowała wyniki, badała fizykalnie pacjenta oraz robiła USG serca. Na tej podstawie mieliśmy gotową konsultację i zalecenia co do dalszego leczenia. Niestety teraz już takiej możliwości nie ma, ale korzystamy z uprzejmości szpitali w ościennych miastach, czyli w Katowicach-Ligocie oraz w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Ustalamy termin, zamawiamy karetkę, którą rodzic wraz z dzieckiem musi dojechać na badanie i następnie na nie poczekać. Przez to diagnostyka się wydłuża, a mały pacjent oraz jego rodzice są narażeni na większy stres. Poza stresem może się to wiązać z narażeniem chorego na kolejną infekcję.

Ale nowe USG służyłoby nie tylko pacjentom, którzy w pierwszej kolejności tego potrzebują…

– Każdy pacjent, który do nas trafia, ma wykonywane USG jamy brzusznej. To dlatego, że większość dzieci nigdy nie miała robionych takich badań. Dopóki nie ma objawów, nikt nie przejmuje się tym, by profilaktycznie je wykonać, a rodzice często nie wiedzą, że dziecku coś dolega. Tymczasem zdarza się, że wykrywamy np. refluks pęcherzowo-moczowodowy, czy dodatkową śledzionę. Jeżeli my to zdiagnozujemy i opiszemy w dokumentacji medycznej, w przyszłości może to przyspieszyć diagnostykę. Ponadto aparat USG pomaga nam w monitorowaniu procesu leczenia. Jeżeli dziecko trafia do nas z zapaleniem płuc, oprócz wykonania rentgenu, robimy także badanie USG, a później powtórne, dzięki czemu widzimy, jak przebiega leczenie. Poza tym w przypadku badań tarczycy – zamiast ,,naświetlać” malutkie dzieci podczas badania rentgenowskiego – wykonujemy USG.

Skoro jeden pacjent równa się jedno badanie USG, to ilu ich przyjmujecie rocznie?

– Kiedy w 2017 roku rozpoczynałem pracę na tym oddziale, rok zamykaliśmy na 800 hospitalizacjach. W 2018 roku było ich już 900, a w ubiegłym roku ponad 1000. Właśnie ze względu na to, że nie tylko leczymy, ale również diagnozujemy, a więc cieszymy się większym zaufaniem rodziców, z roku na rok przybywa nam pacjentów. Na nowym sprzęcie chcemy dodatkowo wykonywać badania profilaktyczne dla dzieci z rudzkich szkół.


Link do zbiórki: https://zrzutka.pl/5v2ejr